Grzeczne dzieci nie drą spodni…

Co właściwie oznacza słowo „grzeczne”? Grzeczne dziecko = spełniające oczekiwania dorosłych i nie sygnalizujące swoich potrzeb.

„Bądź grzeczny” oznacza często:

  • nie sprawiaj problemów, nie zawracaj głowy, zachowuj się tak, jakby Ciebie nie było;
  • dziel się zabawkami, ustępuj podczas konfliktów, nie broń się;
  • nie zadawaj niewygodnych pytań, wyłącz samodzielne myślenie, nie miej własnego zdania;
  • szanuj starszych i bądź posłuszny bez względu na to, co każą Ci zrobić;
  • nie płacz, nie tęsknij, nie wyrażaj swoich potrzeb i emocji – masz je stłumić, ukryć i przeżyć w samotności.

Słowo „grzeczny” lub „niegrzeczny” to zbyt ogólne etykiety, pozbawione konkretów. Jak wszystkie etykiety,  szufladkują i stygmatyzują dzieci. Poza tym społeczeństwo wymaga innej „grzeczności” od chłopców, a innej od dziewczynek. Znacie ten mem… tata czule mówi do dziecka: „Synu! Kiedy dorośniesz, chciałbym, abyś był asertywny, pewny siebie i odważny. Ale teraz, kiedy jesteś mały, chcę, żebyś był pasywny, grzeczny i podporządkowany”

Pragniemy, aby dziecko było asertywne i pewne siebie w relacjach w życiu dorosłym. Jednak póki małe w domu, lepiej, aby było grzeczne, czyli bezproblemowe, uległe i posłuszne. Tak się nie da!

Wielu rodziców już zdaje sobie sprawę z tego, że wychowanie autorytarne przynosi skutki odwrotne do zamierzonych i nie poprawia jakości relacji w rodzinie. Niestety często na przeciwległym biegunie dostrzegają jedynie bezstresowe wychowanie, które także dalekie jest od równowagi i poczucia bezpieczeństwa zarówno dzieci, jak i rodziców, a pomiędzy nic. Jednak istnieją kolory inne niż biały i czarny. W tym rodzicielskim rozdarciu, bo czasem trudno znaleźć dla siebie właściwą drogę, wciąż pozostaje żywe marzenie o dziecku „grzecznym”, a więc posłusznym, uległym, zgodnym, cichym. Oczywiście są dzieci, których „grzeczność” wynika z ich spokojnego temperamentu i cichego charakteru. Są też dzieci, które aby być grzecznymi, muszą tłumić swoje potrzeby i emocje – a to prosta droga do poważnych problemów ze zdrowiem psychicznym.

I właśnie nadawanie przez dorosłych etykiet w tym kontekście jest bardzo niebezpieczne.

Wracając do wizji dziecka w dorosłości… Aby latorośl stała się asertywna – musi ćwiczyć to od najmłodszych lat, w domu, w bezpiecznym środowisku. Poza tym musi nauczyć się rozpoznawać swoje potrzeby i dokonywać wyborów. Nie nauczy się tego, gdy cały czas ukrywa własne zdanie i potrzeby, chcąc podporządkować się woli rodziców. Wychowanie  dziecka, którego „grzeczność” polega na tłumieniu własnych potrzeb jest działaniem na jego szkodę.

Jeśli nasz 2 latek otwiera wszystkie szafki, wchodzi na wysokości, próbuje wdrapać się na schody, je posiłek samodzielnie brudząc wszystko dookoła, skacze po kałużach będąc od błota po głowę, zabiera nasze rzeczy traktując je jak zabawki to oznacza, że dobrze się rozwija. Taka jest kolej rzeczy i jeśli chcemy, aby nasze dziecko było pewne siebie pozwólmy mu na to czuwając przy tym nad jego bezpieczeństwem.

Oceniamy dziecko jako „niegrzeczne”, bo wymagamy od niego zachowań, które są nieadekwatne do jego możliwości rozwojowych. Dziecko w żłobku i przedszkolu dopiero uczy się samoregulacji – jego emocjami nadal rządzi tzw. gadzi mózg.

 „Grzeczne” dziecko w wieku przedszkolnym każdego dnia ma do odhaczenia potwornie długą listę zasad, obowiązków i oczekiwań, a jednocześnie nie ma żadnych praw.

Dorośli wymagający od dziecka grzeczności chcą, by to, co proponują dzieciom, przebiegało bez zakłóceń. Pragniemy spokoju, harmonii, współpracy, porządku. Nie może się to jednak odbywać kosztem dziecka – jego uczuć i potrzeb, bo skutki te ponosi ono przez całe swoje życie. Oczekiwanie dorosłych, by maluchy były grzeczne, powoduje, że brakuje mu odwagi i samodzielności. To dzieci, które nie chcą poznawać otaczającego je świata, nie eksperymentują, nie doświadczają, a jedynie podążają za dorosłymi i wykonują ich polecenia.

Z takich dzieci często wyrastają dorośli, którzy:

  • nie potrafią rozwinąć skrzydeł,
  • wycofują się z podejmowania wyzwań,
  • nie nawiązują bliskich relacji,
  • mają zaniżone poczucie własnej wartości,
  • są zagubieni w swoich wyborach,
  • nie potrafią wyrażać swojego zdania,
  • nie wiedzą, czego chcą.

Etykietowanie to proces mechaniczny, wykonywany z bardzo dużą łatwością. To my dorośli powinniśmy podjąć pracę nad sobą, by eliminować ten proces. Brak etykietek „grzeczne” i niegrzeczne” to nie jest bezstresowe wychowanie. Brak tych słów w żaden sposób nie przeszkadza nam w stawianiu dzieciom granic. Natomiast bardzo pomaga w wychowaniu asertywnych, odważnych i samodzielnych młodych ludzi.

Kiedy szanujemy granice dziecka, pokazujemy, że ma prawo do szacunku i własnych granic, uruchamiamy efekt domina, bo ono uczy się szanować granice innych ludzi. Dajemy mu dobry przykład, uczymy szanować siebie i innych ludzi. W drugą stroną też to działa. Kiedy łamiemy granice dziecka, gdy nie szanujemy jego potrzeb i emocji, ono będzie zachowywać się tak samo w stosunku do nas i innych ludzi.

Drodzy Rodzice, Dziadkowie, Ciocie i Wujkowie! Niech dzieci będą sobą – ciche i potulne, kiedy mają taki nastrój, dzikie i rozwrzeszczane, kiedy mają taką możliwość. Jeśli będziemy skupiać się na tym, czy dziecko jest grzeczne, czy niegrzeczne, możemy przegapić dziecko. Nie przypisujmy etykiet!

P.S. Dobre maniery, uprzejmość, kultura osobista –to wszystko są konkretne określenia, mniej ogólnikowe niż „grzeczny”. Nie należy stawiać na jednej szali grzeczności z dobrym wychowaniem 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *